piątek, 25 października 2013

Rozdział 1

*Oczami Vanessy*     
Spałam spokojnie. Nagle usłyszałam głos mamy.
-Vanessa, kochanie, wstawaj..- Powiedziała łagodnym tonem.
-A która jest...?- Zapytałam nieprzytomna.
-6:45
-Ale.. Czemu tak wcześnieeee ?
-No jak wcześnie? Codziennie wstawałaś tak do szkoły.
-Noo tak, ale teraz jest początek roku! Msza jest na 8:30. Mogłaś dać mi pospać chociaż te 15 minut!
-Sorki, przyzwyczajenie. Ale jak już się obudziłaś to wstawaj i się ubierz. Przynajmniej zdążysz kawę wypić.-Zażartowała mama.
-Dobra, idę się ubrać.
Założyłam to . W końcu to uroczystość. Zeszłam na dół. Na stole była już gorąca herbata i kanapki z serem.
-Siemka Logan!- Zobaczyłam brata siedzącego przed telewizorem.
-Siemka...- Powiedział ziewając. Za chwilę wstał po śniadanie. Był w szarej podkoszulce i białych bokserkach.
-Jeszcze się nie ubrałeś?- Zapytałam.
-Proszę Cię! Mama zrobiła pobudkę za piętnaście siódma. Ja jeszcze nie funkcjonuję..
-No widzę właśnie. A na którą masz autobus?
-Eeee... Zaraz Ci powiem...-Poszedł do plecaka, który stał na 1 schodku, wyjął z niego rozkład.- Mszę mam na 9:00. A autobus o 8:25. Musze być gotowy na 8.
-Znając Ciebie wyjdziesz 10 po i będziesz musiał biec.
-Nie-e! Będę gotowy o 8:05!
-Nie sądzę.
-Zakład?
-O Colę.
-Dobra.
Chłopak pobiegł na górę z kanapką w ręku. Kiedy tylko słychać było zamknięcie drzwi od jego pokoju zaczęłyśmy się z mamą śmiać na cały głos.
-Wszystko słyszę!!- Usłyszałyśmy z góry.
-Dobrze, przepraszamy!
Reszta poranka przebiegła bardzo szybko. I jeszcze do Kościoła podwiozła mnie mama kolegi, która też tam jechała.
Na Mszy usiadłam obok jakiegoś chłopaka. Miał bujne brązowe loki. Nie znałam go.. Chyba było nowy. Słyszałam, że przyjdzie kilku nowych. Nie spuszczał ze mnie swoich zielonych oczu. Było to bardzo krępujące. Nie mogłam się skupić na modlitwie. Ze zniecierpliwieniem czekałam na podanie intencji, ponieważ to już koniec. Kiedy wyszłam z Budynku, zauważyłam, że wychodzi za mną owy lokaty chłopak w spodniach od garniaka, białej koszuli z krawatem i marynarką, którą trzymał na ramieniu, ale i tak podtrzymywał jedną ręką.
Według planu miałam iść teraz do szkoły, na tą uroczystość. Zobaczyła mnie sąsiadka, która jechała w tamtą stronę, więc mnie podrzuciła.
Po przemówieniu Pani Dyrektor rozeszliśmy z wychowawczyniami do klas, na takie mini zebranie i po plany leckji na bieżący rok. Tamten chłopak ciągle, non stop się na mnie patrzył. Po 15 minutach mogłam już wracać. Wyszłam z budynku na plac, kiedy mnie zaczepił.
-Cześć, Harry jestem.-Podał mi rękę.
-Cześć... ja Vanessa.
-Bardzo ładnie.
-Dziękuję.-Zarumieniłam się.
-Podwieźć Cię do domu?
-Masz samochód?
-Mam.-Uśmiechnął się.
-A prawo jazdy?
-Haha, już Cię lubię.
-Ja Ciebie też.-Puknęłam go piąstką w ramię.
-Ałaa!-Zaczął ją masować miejsce, w które go 'uderzyłam'.
-Dobra, chodź, stoimy przed szkołą.
-To co, dasz się podwieźć?
-Nie zaprzeczam.-Powiedziałam z tajemniczym uśmiechem.
-A widzisz tego białego Cheevroleta Cruze'a z przyciemnianymi szybami?-Zniżył się do mojego wzrostu, objął mnie jedną ręką, a palcem drugiej pokazał mi samochód.
-No, niezłe autko, niezłe...-Pokiwałam głową z podziwem.
-Dzięki.
Poszliśmy do wozu. Harry wydawał się bardzo fajnym gościem. Otworzył mi drzwi i  zamknął, gdy weszłam.
-Gdzie mieszkasz?-Zapytał wykręcając, żeby wyjechać na drogę.
-Chapel Street 69.
-OK.
Podjechał pod sam dom. Wysiadł, otworzył mi drzwi, jak na początku.
-Paa!-Pomachałam mu.
-Na razie, do jutra!
Weszłam do domu, położyłam torebkę na fotelu.
-Hej wszystkim!-Krzyknęłam.
-Czyli tak będzie wyglądał mój przyszły zięć?-Zaśmiała się mama, wycierając talerz.
-Ha. Ha. Ha.-Wzięłam z powrotem torebkę i poszłam na górę bez słowa.
Poszłam na górę, najpierw do siebie odłożyć torbę, potem do Logana.
-Dżem Dobry!-Zaczęłam. Siedział przy kompie.
-Marmolada Dobry!-Nie spuszczał wzroku z monitora.
-Co tam masz takiego ciekawego?
-Czekam aż Sel odpisze. A u Ciebie co tam?
-Nic, poza tym, że taki chłopak odwiózł mnie do domu, a w drzwiach mama. Co mówi?
-No co?
-'Czyli to tak będzie wyglądał mój przyszły zięć?'
-Aż taki brzydki jest?
-Czuję sarkazm.
-Nie, to tylko moje skarpetki.
-Haha, OK.
-Ej ej ej.
-Co?
-On ma prawo jazdy??
-Nieee, kartę rowerową.
-Woooow, szacun dla gościa.
Poszłam do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Diany, mojej najlepszej przyjaciółki.
-Siemka.-Zaczęłam kiedy tylko odebrała.
-No hejka.-Odpowiedziała.-Co tam?
-Nic, a u Ciebie?
-Też nic.
-Aha. Wyjdziemy na spacer?
-Spoko, to za pół godziny u mnie.
-Dobra, to do zobaczenia.
-No, cześć.
Przebrałam się w to i zrobiłam luźnego koka. Zeszłam na dół. Mama oglądała telewizję.
-Wychodzę, cześć!
-Dobrze, tylko weź telefon.
-Mam. Cześć.
-Na razie córcia.
Wyszłam z domu. Wyjęłam słuchawki, podłączyłam do mojego nowego iPhone'a. Był nowy, bo dostałam na koniec roku szkolnego od mamy, w nagrodę za czerwony pasek. Włączyłam radio, i szłam w stronę domu Diany.
Za 15 minut byłam na miejscu.
-Cześć Nessa.-Powiedziała dziewczyna otwierając mi drzwi.
-Hejka.-Wyłączyłam muzykę.
-Gdzie idziemy?
-Może najpierw do sklepu na lody, a później do parku?
-Dobry pomysł. Wezmę kasę i możemy lecieć. Ile masz?
-Dychę.
-To ja też tyle wezmę.
Jak się umawiałyśmy, poszłyśmy do sklepu. Ja kupiłam sobie colę, a moja BFF loda w rożku. Kiedy weszłyśmy na plac zabaw, który znajdował się w parku, usiadłyśmy na ławce. Zaczęłyśmy gadać o wszystkim. Po jakiś 15 minutach wstałyśmy, i powędrowałyśmy do sklepu z ciuchami, który był blisko. Po drodze natknęłyśmy się na znajomego mi już chłopaka.
-Siemka.-Powiedział pierwszy.
-Siemka.-Odpowiedziałam.-Harry, to jest Diana, moja najlepsza przyjaciółka, Diana, to jest Harry, chłopak, którego poznałam zaraz po wyjściu z Kościoła. Będzie chodził z nami do klasy.
-Cześć, miło mi.-Podał rękę mojej przyjaciółce, uśmiechając się.
-Witaj, Harry.-Odwzajemniła to.
-Mogę się dołączyć?-Zapytał.
-Jasne!-Nie miałam nic przeciwko.
-Super. To gdzie idziemy?
-Moja propozycja to do kawiarni.
-Dobry pomysł, Diana! Chodźmy.
-To.. Skąd pochodzisz?-Zapytałam chłopaka.
-Z Oxford.
-A masz rodzeństwo?
-Nie mam. A Wy?
-Ja też nie, a Van ma 19-letniego brata Logana.
-I dogadujesz się z nim?
-Hmm... Jak to rodzeństwo.
-Aaa, rozumiem.
Gadaliśmy jeszcze długo, o różnych rzeczach.
-Oooooch God jak późno, muszę lecieć.-Spojrzałam na telefon.
-A która jest?
-17:39. Paa!
-Cześć!
-Narka!
Wróciłam do domku. Zobaczyłam Logana grającego w FIFĘ 13 na PS3.
-Siemka, gdzie mama?
-Siemka, do sklepu poszła.
-Aha. Jakie drużyny?
-FC Barcelona i Real Madryt.
-A Ty jesteś Barcą.
-Jestem.
Poszłam na górę, do siebie. Była szósta. Włączyłam telewizor, na kanał muzyczny. Przebrałam się w piżamę, w szafki wyjęłam batona czekoladowego i oglądałam telewizor.
-Czemu jesteś w piżamie?-Zapytał się brat, który niepodziewanie do mnie wszedł.
-Bo jestem. Nie grasz już?
-Nie. Ale weź się ubierz.
-Niby czemu?
-Bo Selena przychodzi.
-Tak późno?
-Przychodzi na noc.
-No chyba Cię coś boli. Jutro jest szkoła, geniuszu.
-Po pierwsze - Mama wie, a po drugie pójdziemy się razem.
-Hahaha, na pewno.
-Żebyś wiedziała!
-Spóźnicie się na autobus.
-Nie spóźnimy.
-Chcesz przegrać kolejny zakład?
-Nie przegram, tym razem nie!
-Jak tam chcesz, przynajmniej będzie TV wolne.
Wyszedł. A ja założyłam legginsy z T-Shirt'em z napisem 'Oj tam, Oj tam'. Kiedy usłyszałam otwierane drzwi, pobiegłam na dół. Przyszła Selena.
-LOOOOOOGAAAAAN !!! SEEEEEL PRZYYYYYSZŁAAAA !!!-Zawołałam brata.
-Cześć Nessa.-Przywitała się ze mną, przytulając mnie przyjacielsko.
-Cześć Sel, co tam?
-Nic, a u Ciebie kochana?
-Też nic. Na którą jurto macie autobus?
-O 7:35.
-To wcześnie. Czyli...
-Czyli...?
-Cisza nocna o 22!-Zaczęłam się śmiać.
-Hahaha, dobrze.
-I przyjdę do Was sprawdzić!-Zażartowałam, grożąc palcem.
Sel to dziewczyna Logana. Są ze sobą od roku. Bardzo ją lubię, jest boska. Traktuję ją jak przyjaciółkę, siostrę.
Nagle zszedł mój brat.
-Cześć kochanie.-Pocałował ją.
-Cześć misiu.-Poszli na górę, do pokoju chłopaka.
Niedługo po tym przyszła mama.
-Cześć mamuś!-Dałam jej buziaka.-Co kupiłaś?
-Hej Van! Mam dla Ciebie..
-Co..??
-NUTELLĘ!
-Jeeeeeej mamuś kocham Cię!!-Rzuciłam się jej na szyję, po czym wyjęłam szybko z jej torby duży słoik, wzięłam z szuflady łyżeczkę i pobiegłam do siebie.
-Nie ma za co!!
Zjadłam pół. Resztę zostawiłam na jutro.
Teraz mogłam już się przebrać w piżamę, więc to zrobiłam. Przykryłam się kołdrą, i zasnęłam.

_________________________________________________________________________

I jak się podobało ? :) Pisałam ponad tydzień, i wreszcie jest :D
Będzie chociaż 1 komentarz ? :)
Postaram się w najbliższym czasie dodać kolejną część :)

1 komentarz: